 |
Stajenka Miejsce, którego nam brakowało :)
|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Iburg
Lubię rude... Konie i koty :P
Dołączył: 18 Lis 2005
Posty: 7752
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw 16:19, 20 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
Czy ja wiem czy lepsze. Szkoda tylko wielu lat wysiłku, pieniędzy, zmarnowane lata nie tylko jego. A zapowiadał się świetnie, lepiej od starszego. Ale każdy ma to co wypracuje i na co zasłużył.
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
karenm
Dołączył: 14 Maj 2006
Posty: 155
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: rybnik
|
Wysłany: Czw 16:47, 20 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
ja muszę powiedzieć, że coś chyba w tych koniach jest magicznego, po wszystkim co przeszłam raczej związanego nie z końmi, a z tym co działo się wokół przestałam jeździć. Oczywiście bywałam w różnych stajniach czasem, ale raczej, żeby sobie na konisie popatrzeć iiii gdy już myślałam, że koniec z jeżdżeniem na amen okazało się, że znalazł się ktoś kto potrzebował pomocy, wsiadłam znów w siodło i odżyłam. Ostatnio bywam w stajni codziennie i strasznie mi z tym dobrze, więc tak sobie myślę, że moim przypadku, to jednak śmiertelny nałóg jest:-)
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
ansc
Dołączył: 26 Paź 2006
Posty: 1414
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Trachy Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Czw 20:14, 20 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
Ja również czesto przerywałam na dość długo jeździectwo, z roznych przyczyn, nawet prubowałam z tym skonczyc zupelnie ale sie poprostu nie da, moze glupio to zabrzmi ale dzieki koniom, stajni w ktorej praktycznie sie wychowywałam a bylam straszną przekorą i nie raz mieli ze mną problem, zawdzięczam własciwie swoje dalsze losy ktore nie zawsze byly różowe. Więc doszłam do wniosku że mimo przerw a aktualnie tez mam taką przerwę (choć o mało bylam bym włąscieleką swojego kopytnego) nigdy nie skonczę z konmi nawet gdybym z jakiegos powodu nie mogła na nich jeździć. Dużą radość sprawia mi obcowanie z nimi, praca z młodymi konmi gdzie szybko widac efekty swojej pracy, jedyną moją przywarą jest to że szybko przywiązuje się do koni i bardzo przeżywam wszystkie rozstania z nimi.
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
kassia
Dołączył: 24 Lis 2006
Posty: 257
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Rybnik Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Czw 21:04, 20 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
Hmm przerwę od jazdy miałam 1 rok, ale od koni nigdy.
1) Nie jeździłam rok, bo klacz którą miałam dostać akurat była zajeżdżana,a potem ja tylko na niej jeździłam. Stajnie zlikwidowano.
2) Zaraz na następny dzień przeniosłam się do innej, ale tam był tylko konik polski i szetland więc dość szybko zrezygnowałam z męczenia kucyków terenami
3) Stajnia do której chodziłam wcześniej, zaczęłam chodzić gdy miałam 7 lat potem miałam w tej stajni 2 lata przerwy wtedy właśnie chodziłam do stajni w punkcie 1 i 2, a teraz wróciłam Łącznie w tej stajni jestem już 9 lat
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
blueberry
geniuszka rewolucjonistka
Dołączył: 20 Mar 2007
Posty: 462
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: z zewsząd Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Czw 21:13, 20 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
tfu, to ja się chyba krzywo wyraziłam, skończyłam z jeździectwem (czyli bezcelowym i bezproduktywnym wożeniem swoich 4 liter w siodle, kiedyś to jeszcze do czegos prowadziło, np do satysfakcji mojej własnej osoby) ale z końmi jako tako nie skończę nigdy w końcu, jak już kiedyś wreszcie skończę te studia to konie będą moimi wszystkimi minutami dnia.
Poza tym to chyba jednak nie byłabym w stanie sprzedać rudego (generalnie nietrudno wyprowadzić mnie z równowagi lub zdenerwować co objawia się różnymi dziwnymi stwierdzeniami bez pokrycia z mojej strony) za długo go mam, za dużo z nim przeszłam....póki mi kasy na jakiś wikt i opierunek oraz kawał dachu nad głową starczy to koń zostaje to moje dziecko nr 1, a jak na razie handel dziećmi jest w Unii zabroniony....
btw-głupia anatomia!!!
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Monika78
Mama najmłodszego Stajenkowicza :)
Dołączył: 12 Sty 2006
Posty: 534
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw 22:46, 20 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
No i Martik założyła wątek dla mnie... z jeździectwem skończyłam i jest to mój świadomy wybór na obecny czas, ostanią sensowną jazde miałam 3 lata temu. Powodów ku temu jest wiele - po pierwsze przed ciążą zasmakowałam jazdy u prawdziwych trenerów i niestety rekreacja w zastępie mnie nie bawi (a wręcz makabrycznie irytuje), a że Jarek i Adam są godzinę jazdy samochodem ode mnie to zamiast poświęcać w weekend 5 godzin na wypad na konie wolę ten czas spędzić z dzieckiem. Wybór świadomy, nie żałowałam go ani przez chwilę.. może jak młody podrośnie i będzie chciał jeździć to znowu wsiądę na siodło. Póki co delektuję się macierzyństwem - daje mi to teraz dużo więcej satysfakcji:p Zamiast kręcić wolty buduję tory kolejki, zamiast ustępowania od łydki mam malowanki<jupi>
Choć musze się przyznać że 2 tygodnie temu odwiedziłam stajnię i wsadziłam młodego na kuca, więc może powrót w siodło jest bliżej niż dalej?
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Boubi
Melka i rżysko jest ponad wszystko ;)
Dołączył: 24 Maj 2007
Posty: 4504
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Raciborz-Lozanna
|
Wysłany: Pią 11:38, 21 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
Martik, blue..... coz Wy mi tu opowiadacie!!!!! Jakis koniec z jezdziectwem, chec sprzedania sprzetu...... o czym Wy w ogole piszecie!!!!
Jestescie mlode, sprawne, cale zycie przed Wami - i z pewnoscia z konmi bedziecie zwiazane, badz - po roznych przerwach i "oduszczeniach" - bedziecie wracac do swojej pasji. Czy to bedzie poziom amatorskich zawodow, czy tez - jak ktos to nazwal po imieniu "wozenie tylka" - to naprawde niewazne.
Jesli ktos mnie zna, to dobrze wie, ze swoje latka mam na karku - a pomimo wszystko wsiadam wciaz na konia (jesli moje i konia zdrowie aktualnie na to pozwala) . Od czasow mlodosci (czyli mniej wecej Waszego wieku) jedyna dluzsza przerwe w jezdzie konnej mialam, gdy nabawilam sie alergii na......konie!!!! Kazde wejscie do stajni grozilo atakiem astmy itp, wiec lekarze i rozsadek wymusily na mnie separacje z tym sportem na ladnych kilka lat. Postep medycyny jednak czyni cuda, wynaleziono szczepionki i rozne inhalatory, wiec wrocilam do koni i tak juz mi zostalo......
A szeroko pojety kontakt z konmi mozna miec w roznej postaci..... nie wszystkim jest lub bedzie dana kariera zawodnika......
Jedno Wam powiem prawdziwa pasja zostaje na cale zycie! A ja, Iburg, Rzepka, Krystyna.... jestesmy tego przykladem.
Ostatnio zmieniony przez Boubi dnia Pią 11:39, 21 Sie 2009, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
grrrrrrr
Wszędobylski 'wykłócacz znikający'
Dołączył: 01 Wrz 2007
Posty: 1617
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Kiedyś może znów Nostrzykowo.. Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Pią 19:34, 21 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
szczerze mówiąc to ja sie codziennie zastanawiam - co mi to daje, po co jeżdżę? może lepiej sprzedać sprzęt i zająć się czym innym? i tak nie mając pieniędzy i własnego konia nigdy nie wystartuje na jakichkolwiek zawodach, żal d*pe ściska, gdy patrze na innych startujących, bo wiem że mam na tyle umiejętności żeby wystartować w tej LL czy L, ale brak środków finansowych likwiduje nadzieje i marzenia... jak na razie jest jak jest, stajnia, konie i atmosfera jest super tam gdzie teraz jeżdże i żałuję, że straciłam poprzedni rok w innej ale też wiem, że w "wielkim świecie jeździeckim" nie mam szans sie pokazać i mieć radoche z pojechania na zawody...
Ostatnio zmieniony przez grrrrrrr dnia Pią 19:35, 21 Sie 2009, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
karenm
Dołączył: 14 Maj 2006
Posty: 155
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: rybnik
|
Wysłany: Pią 19:55, 21 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
Oj grrrrr są jeszcze inne szanse, jeśli chcesz się tym zająć i będziesz wytrwała, to zawsze można nawet wyjechać z kraju do niezłych stajni, nabrać doświadczenia, a przy okazji zarobić pieniądze. Po za tym najważniejsze, żeby czerpać przyjemność z tego co się robi, ja też dawno pożegnałam się ze sportem, ale teraz gdy pracuje z końmi widzę jak wiele się przez te lata nauczyłam i gdy udaje mi się to co założyłam na treningu to dla mnie jak mistrzostwa świata:-)
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
rzepka
na grzbiet koński - z płota wchodzę :D
Dołączył: 07 Wrz 2007
Posty: 2426
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Spisz
|
Wysłany: Pią 20:23, 21 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
grr... poczytaj, co napisała Boubi -o prawdziwej pasji. Widać, nie masz tej pasji, albo masz, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy. Miłość do koni nie polega na zdobywaniu nagród w wielkim sporcie Jeżeli się to udaje -to cudownie, ale bez tego -tez jest cudownie
Ja tą pasję miałam zawsze, a kiedy nastapił moment przerwy -wiedziałam,że to tylko chwilowe.
Jako dziecko -bawiłam sie konikami (gdy inne dziewczynki niańczyły lalki).
W podstawówce -rysowałam szlaczki z koników i koniki na wszystkich wolnych miejscach w zeszycie (inne dzieci rysowały grzybki i słoneczka).
W liceum -jeździłam konno pokonując drogę do stajni 2 tramwajami i 1 autobusem. Koleżanki a tym czasie zaliczały prywatki i pierwsze pocałunki z chłopakami.
Na I roku studiów -zajeżdżałam młodą klacz w klubie (koleżanki łapały kandydatów na mężów).
Na II roku studiów -pełniłam wachty w klubie, ujeżdżałam konie, itd. Koleżanki wychodziły za mąż w tym czasie.
Na III roku studiów robiłam kursy instruktorski i sędziowski (koleżanki juz niańczyły dzieci).
Na IV roku - obudziłam sie z ręką w nocniku: zero faceta, zero własnego, wymarzonego konia, zero szans na poślubienie Winnetou
Pod koniec IV poznałam na obozie jeździeckim kolegę -koniarza. I tak pobraliśmy się, potem pojawiła się córka Ala -a ja musiałam zrobić przerwę w koniach. Sporadycznie jeździlismy do SK w Udorzu.Kiedy Ala podrosła -pojawiła sie Iśka. Tym razem poszło szybko -po 2 latach wróciłam do jazd. Kupiliśmy pierwsze 2 konie. I od tego czasu juz nieprzerwanie mam konie, jeżdżę razem z córkami. W międzyczasie mąż mój zmienił zainteresowania -z koni, na pielęgniarkę w szpitalu, w którym pracował. Nie wyszło mu to na dobre (konie były bezpieczniejsze, bo pielęgniarka zaliczyla wczesniej 2 ś.p. mężów i mój został trzecim.)
Tak więc przerwę w jeździectwie miałam w sumie niewielką. I dopóki będę w stanie wydrapać sie na siodło -nie zrezygnuję (Chociaż korzonki bolą, sił brakuje, zębów zacisnąć się nie da, bo wylecą w całości, sadełko sie telepie w galopie -no same przeciwności!)
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
grrrrrrr
Wszędobylski 'wykłócacz znikający'
Dołączył: 01 Wrz 2007
Posty: 1617
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Kiedyś może znów Nostrzykowo.. Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Pią 20:46, 21 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
rzepka napisał: | grr... poczytaj, co napisała Boubi -o prawdziwej pasji. Widać, nie masz tej pasji, albo masz, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy. Miłość do koni nie polega na zdobywaniu nagród w wielkim sporcie Jeżeli się to udaje -to cudownie, ale bez tego -tez jest cudownie
Ja tą pasję miałam zawsze, a kiedy nastapił moment przerwy -wiedziałam,że to tylko chwilowe.
Jako dziecko -bawiłam sie konikami (gdy inne dziewczynki niańczyły lalki).
W podstawówce -rysowałam szlaczki z koników i koniki na wszystkich wolnych miejscach w zeszycie (inne dzieci rysowały grzybki i słoneczka).
W liceum -jeździłam konno pokonując drogę do stajni 2 tramwajami i 1 autobusem. Koleżanki a tym czasie zaliczały prywatki i pierwsze pocałunki z chłopakami.
Na I roku studiów -zajeżdżałam młodą klacz w klubie (koleżanki łapały kandydatów na mężów).
Na II roku studiów -pełniłam wachty w klubie, ujeżdżałam konie, itd. Koleżanki wychodziły za mąż w tym czasie.
Na III roku studiów robiłam kursy instruktorski i sędziowski (koleżanki juz niańczyły dzieci).
Na IV roku - obudziłam sie z ręką w nocniku: zero faceta, zero własnego, wymarzonego konia, zero szans na poślubienie Winnetou
Pod koniec IV poznałam na obozie jeździeckim kolegę -koniarza. I tak pobraliśmy się, potem pojawiła się córka Ala -a ja musiałam zrobić przerwę w koniach. Sporadycznie jeździlismy do SK w Udorzu.Kiedy Ala podrosła -pojawiła sie Iśka. Tym razem poszło szybko -po 2 latach wróciłam do jazd. Kupiliśmy pierwsze 2 konie. I od tego czasu juz nieprzerwanie mam konie, jeżdżę razem z córkami. W międzyczasie mąż mój zmienił zainteresowania -z koni, na pielęgniarkę w szpitalu, w którym pracował. Nie wyszło mu to na dobre (konie były bezpieczniejsze, bo pielęgniarka zaliczyla wczesniej 2 ś.p. mężów i mój został trzecim.)
Tak więc przerwę w jeździectwie miałam w sumie niewielką. I dopóki będę w stanie wydrapać sie na siodło -nie zrezygnuję (Chociaż korzonki bolą, sił brakuje, zębów zacisnąć się nie da, bo wylecą w całości, sadełko sie telepie w galopie -no same przeciwności!)  |
Rzepko nie chodzi o brak pasji! źle mnie zrozumiałaś! w głównej mierze chodzi o pieniądze, ciesze się że jeżdże w stajni w której jeżdże, ale jakbym miała zacząć płacić za jazdy to musiałabym zrezygnować, a start w zawodach to moje marzenie i też cel, nie wiem dlaczego ale tak jest, po prostu nie chce ciągle klepać d*pska i bawić się w rekreacje, marzy mi sie troche rywalizacji sportowej i wiem, że jeżdże już na tyle żeby spróbować wystartować tylko nie mam za co.. i trudno mi być wiecznie na czyjejś łasce! Ty pewnie tego nie rozumiesz bo masz swoje konie, a za jazdy płaciłaś nim kupiłaś własne i nikt nie musiał się na Tobie litować... a ja wiecznie jeżdże na innych, nie umiem "złapać" z żadnym koniem jakiegoś głębszego kontaktu (jedyne konie z którymi mi sie udało to Nostrzyk i Indeks ['], który biega teraz po wiecznie zielonych pastwiskach).. Brak własnego konia, stwarza mi wiele barier, a też ile sie przez to nasłuchałam już tyle ludzi mi mówiło, że nie mam umiejętności jeździeckich, w głównej mierze dlatego że nie startuje na zawodach i nie mam własnego konia, że jestem beznadziejna bo np. nie potrafie se znaleźć jakiejś pracy czy coś i se w końcu kupić tego konia, że wiecznie na czyjejś łasce itd... a to boli do tego stopnia, że sie odechciewa...
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
grrrrrrr
Wszędobylski 'wykłócacz znikający'
Dołączył: 01 Wrz 2007
Posty: 1617
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Kiedyś może znów Nostrzykowo.. Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Pią 20:48, 21 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
karenm napisał: | Oj grrrrr są jeszcze inne szanse, jeśli chcesz się tym zająć i będziesz wytrwała, to zawsze można nawet wyjechać z kraju do niezłych stajni, nabrać doświadczenia, a przy okazji zarobić pieniądze. Po za tym najważniejsze, żeby czerpać przyjemność z tego co się robi, ja też dawno pożegnałam się ze sportem, ale teraz gdy pracuje z końmi widzę jak wiele się przez te lata nauczyłam i gdy udaje mi się to co założyłam na treningu to dla mnie jak mistrzostwa świata:-) |
dzięki za wsparcie jeszcze szkoły nie skończyłam, a już myśle nad wyjazdem za granice...
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
dragonnia
Va'esse deireádh eap eigean...
Dołączył: 10 Mar 2008
Posty: 1286
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Giżycko - MAZURY Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Sob 21:00, 22 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
Grrr, to moze ja tak kilka słów od siebie. W wieku 6 czy 7 lat ogladałam serial NRDowski Jokey Monika - zafascynowana jak cholera. Pokochałam wtedy konie miłością wielką. W wieku 19 lat, za pierwszą wypłatę pojechałam do stajni i wsiadłam na konia. Od tamtej pory jeżdżę. Już sama widzisz ile czasu przeleciało. Po 8 latach postanowiłam , że dość życia straciłam na jeżdżeniu rekreantów, które i tak nigdy nie będą moje oraz tego, że nigdy nie pojadę na zawody. I zawzięłam się. Odpuściłam imprezy, fajne ciuchy, piwko z kumpelami itp. Zbierałam kasę na konia. W końcu nadszedł ten upragniony dzień 16 sierpnia 2007 roku, gdzie z uzbieranych pieniędzy i małego kredytu kupiłam ukochaną folblutkę Darnicę. I stwierdziłam, że marzenia się spełniają tylko trzeba im troszkę pomóc. Nie zarabiałam i nie zarabiam kokosów, pracowałam po 16 godzin po 4-czasem 5 dni w tygodniu (czytaj dwie zmiany). Wyjeżdżałam do pracy na 6.00 rano, a kończyłam o 22.00. Pracowałam fizycznie, czesto pod zajebista presją (możesz znaleźć na forum moje wpisy o chorobie przez pracę, o wycieńczeniu itp.). I były momernty, że już nie chciało mi się wsiadać. Czasempo 2 miesiące nie jeździłam. Teraz kiedy dostałam kolejnego kopa od życia, zmieniłam pracę na lżejszą, lecz dalej słabo płatną. ale wsiadam regularnie, wsiadam mimo pogody, innych obowiązków domowych, studiów i różnych przeciwności losu. także skoro ja dałam radę to Ty też. Postaw sobie cel KUPIĘ KONIA i dąż do niego. Zobacz ile lat mi to zajęło. Od pierwszej fascynacji do zakupu konia minęło ponad 20 lat. Ale konia mam i jeżdżę. Stara baba już ze mnie ale może kiedyś wystartuję z dzieciakami w LLce. Będzie wesoło ale wiem, że dzieciory będą jechać w większości na klubowych koniach, a ja pojadę na własnej i ukochanej folblutce Darci. No głowa do góry, jeszcze kiedyś spotkamy się na parkurze i porywalizujemy, tak towarzysko i z usmiechem
Jeszcze nigdy nie stratowałam, jedyny mój występ to brązowa odznaka, i też w okresie kiedy konia nie miałam. Zapłacić musiałam za ten egzamin i za wynajem konia do Egzaminu.
Ostatnio zmieniony przez dragonnia dnia Sob 21:04, 22 Sie 2009, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
janneke
Niezmiennie wierna... czarnym perłom :)
Dołączył: 24 Sie 2009
Posty: 683
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Śląsk Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Czw 13:00, 27 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
A ja miałam przerwę w jeździectwie prawie...dwudziestoletnią
Zaczęłam jeździć jako nastolatka, najpierw tylko na obozy w trakcie wakacji. Mój pierwszy koń, to hucułka Zagadka w Siarach. Oj, była ona wtedy dla mnie zagadką
Później AKJ i przygoda w sporcie (skoki przez przeszkody). I fascynacja końmi i jeżdziectwem.
Później wyszłam za mąż, wyjachałam za granicę, urodziłam dwie córki i myślałam, że konie to już przeszłość i że można zapomnieć. W międzyczasie powróciłam do Polski i jak moja młodsza córka skończyła siedem lat, zawiozłam ją do Zbrosławic, żeby sprawdzić, czy złapie bakcyla Owszem złapała, na ...dwa lata i jej przeszło, za to u mnie uzależnienie się uaktywniło i trwa do dziś.
I dobrze mi z tym i mam nadzieję, że to się już nie zmieni
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
bandola_1
Lajkonik z Kamienicy Dolnej :)
Dołączył: 05 Lut 2009
Posty: 2534
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: krolewskie miasto Krakow \Kamienica Dn Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Czw 14:59, 27 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
janneke, to tak jak u mnie , też fascynacja trwa do dziś i też mam nadzieję , że sie to nie zmieni.
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
|